Jeszcze kilka lat wcześniej Szamoty żyły swoim zwyczajnym rytmem.

W statystykach gminy Młochów z 1935 roku pojawiają się jako wieś licząca 99 mieszkańców, osada zamieszkana przez 48 osób oraz 48-osobowy folwark. Łącznie było to niespełna 200 mieszkańców. W majątku pracował nawet traktor, którego traktorzystą był Józef Zatorski. W czasach, gdy samochód czy motocykl w okolicy nadal był czymś wyjątkowym, taka maszyna musiała zwracać uwagę.

Cztery lata później wszystko się zmieniło.

8 września 1939 roku niemieckie jednostki pancerne parły w kierunku Warszawy. Oddziały 4. Dywizji Pancernej znalazły się tego dnia w rejonie Nadarzyna, Raszyna i Pruszkowa, a jeszcze po południu próbowały wedrzeć się do stolicy od strony Ochoty.

Wraz z frontem przyszła przemoc wobec ludności cywilnej.

W jednym z powojennych dokumentów dotyczących zbrodni popełnionych w ówczesnym powiecie błońskim zapisano krótkie, ale wyjątkowo przejmujące zdanie:

„Zastrzelono gospodarza we wsi Szamoty, gdyż nie rozumiał co do niego mówiono po niemiecku.”

Trudno o bardziej brutalny obraz pierwszych dni okupacji.

Nie chodziło o walkę ani atak na niemieckich żołnierzy. Według powojennego zapisu człowiek stracił życie dlatego, że nie zrozumiał słów wypowiedzianych w obcym języku.

W niewielkich Szamotach musiało to być wydarzenie, o którym wiedzieli niemal wszyscy.

I prawdopodobnie nie był to jedyny dramat, jaki rozegrał się tutaj jesienią 1939 roku.

Kilkadziesiąt lat później do zbrodni popełnianych w rejonie Nadarzyna wrócili śledczy Instytutu Pamięci Narodowej. W obszernym postępowaniu dotyczącym egzekucji w Lasach Młochowskich, Sękocińskich, Nadarzynie i okolicznych miejscowościach powstał wykaz miejsc i ofiar.

W części zatytułowanej „Nadarzyn i okolica” znajduje się krótki zapis:

„1939 r. Szamoty – 6 mężczyzn”.

Sześciu ludzi.

Czy gospodarz, który zginął za to, że nie rozumiał niemieckiego, był jednym z nich?

To pytanie nasuwa się samo. Obie informacje dotyczą tej samej niewielkiej miejscowości i tego samego roku.

Szamoty nie były przy tym odosobnionym punktem na mapie przemocy.

W ustaleniach IPN dotyczących Nadarzyna pojawiają się kolejne wydarzenia z pierwszych dni września: zabójstwa z 8, 9 i 10 września, a także egzekucja 103 osób w pobliżu kościoła w Nadarzynie. Śledczy wskazywali przy tej ostatniej zbrodni na żołnierzy Wehrmachtu, prawdopodobnie 4. Dywizji Pancernej, oraz funkcjonariuszy SS.

Powojenny materiał opisujący śmierć gospodarza z Szamot również umieszcza te wydarzenia w rejonie działania 4. Dywizji Pancernej, XVI Korpusu i 10. Armii.

Jeszcze rano mieszkańcy okolicznych wsi mogli patrzeć na pola, gospodarstwa i znajome drogi. Tego samego dnia tymi drogami przesuwały się kolumny jednej z niemieckich dywizji pancernych pędzących na Warszawę.

A gdzieś w Szamotach doszło do krótkiego spotkania niemieckich żołnierzy z miejscowym gospodarzem.

Padły słowa po niemiecku.

Mężczyzna ich nie zrozumiał.

Padł strzał.

Dzisiaj Szamoty są spokojnym sołectwem gminy Nadarzyn. Niemal dziewięćdziesiąt lat temu wojna dotarła tutaj w jednej ze swoich najbardziej brutalnych postaci.

Bo czasem do odebrania człowiekowi życia wystarczyło, że nie rozumiał języka swojego oprawcy.